Za dawnych czasów domowe instalacje grzewcze pozbawione były pomp obiegowych. Budowano je bowiem jako instalacje grawitacyjne. Takie ogrzewanie grawitacyjne pod pewnymi względami przewyższało dzisiejsze instalacje, bo mogło funkcjonować również przy braku energii elektrycznej. Tę zaletę zrozumie każdy, komu wyłączono prąd na dwa tygodnie w środku zimy…
Z drugiej strony grawitacyjne instalacje centralnego ogrzewania miały szereg wad, które spowodowały ich wyeliminowanie z rynku.
Kocioł w piwnicy
Najpoważniejszą wadą instalacji grawitacyjnych z dzisiejszego punktu widzenia była konieczność montażu kotła centralnego ogrzewania na najniższej kondygnacji, czyli w piwnicy. Tak naprawdę w tamtych czasach wszystko do siebie pasowało. Najpopularniejszym paliwem do ogrzewania domu był węgiel, ewentualnie koks, więc obok kotłowni trzeba było mieć skład paliwa. I to wszystko ładnie mieściło się w piwnicy pod domem. Tym, że trzeba zbudować dodatkową powierzchnię budynku a później ją ogrzać (choćby nawet i ciepłem odpadowym z kotła, ale zawsze), jednocześnie zwiększając straty ciepła do otoczenia (kto by izolował wtedy ściany fundamentowe), nikt się nie przejmował. Kończyło się to trochę w takim błędnym kole — inwestor budował za duży dom, który później musiał ogrzewać za dużym kotłem, dla którego trzeba było olbrzymiego pomieszczenia na węgiel w piwnicy.
Czytaj dalej wpis p.t. Centralne ogrzewanie grawitacyjne →